Odoo • Image and Text

Wiceprezes Tarczyński: jest obawa o zamknięcie granicy polsko-niemieckiej. Mieszkańcy pogranicza i przedsiębiorcy żyją w lęku

Ostatnie wydarzenia na polsko-niemieckim pograniczu należy traktować według dwóch kategorii – wiadomości ewidentnie pozytywnych i negatywnych. Pozytywnych, bo czynny jest pierwszy punkt szybkiego testowania pod kątem COVID-19. Negatywnych, bo otwarcie go oznacza, że coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz, że Polska uznana zostanie za kraj wysokiego ryzyka, co jeszcze mocniej zablokuje ruch pracowników między Polską, a Niemcami. Sprawa komplikuje się z każdym tygodniem, a osoby zatrudnione w Polsce, a mieszkające w Niemczech borykają się z problemami i lękiem czy granice za moment nie zostaną zamknięte. – Najtrudniejsza sytuacja jest w landzie Meklemburgia – Pomorze Przednie. Niemiecki lockdown odbija się bardzo mocno na relacjach polsko-niemieckich zarówno w sferze społecznej jak i gospodarczej. Być może obrót handlowy sukcesywnie się poprawia, ale wielu Polaków zatrudnionych w Niemczech było zmuszonych do porzucenia pracy, a to zła prognoza – mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

     Premier landu Meklemburgia Pomorze Przednie Manuela Schwesig podczas sobotniego spotkania z dziennikarzami powiedziała, że celem tworzenia szybkich punktów testowania na granicy jest chęć zapobiegania konieczności zamknięcia granic. To dobra wiadomość, bo oznacza, że niemiecka strona zdaje sobie sprawę z tego jak istotną częścią przygranicznego ekosystemu gospodarczego są pracownicy z Polski. Z drugiej jednak strony sygnały o zamknięciu granicy trafiają do przedsiębiorców i mieszkańców coraz częściej. Uznanie Polski za „kraj wysokiego ryzyka epidemicznego” mogłoby negatywną decyzję przybliżyć. Zamknięcie granic byłoby powtórką z wiosny 2020. To mógłby być śmiertelny cios dla wielu sektorów gospodarki. Co więcej, mieszkańcy pogranicza znów stanęliby między dramatycznym wyborem: praca czy dom?

   - Obostrzenia Meklemburgii-Pomorza Przedniego są jednymi z najostrzejszych w całych Niemczech. Dotyka to bezpośredniego naszego regionu. Punkty testowania przy naszej granicy nie są złym pomysłem. Pozwalają one na płynne przekraczanie granicy jeżeli test wykonywany będzie co 48 godzin. Polska znajduje się  w obszarze ryzyka, ale jest duże prawdopodobieństwo, że możemy być potraktowani jeszcze ostrzej. Problemów w związku z obecną sytuacją jest mnóstwo. Testy trochę kosztują, nie możemy ukrywać, że wykonywanie go co 48 godzin jest wydatkiem – mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński. – Nie sądzę żeby granica była zamknięta dla przepływu towarów. Dla zwykłych obywateli może taka sytuacja mieć miejsce i budzi to lęk. Apeluje o rozsądek do władz landu, by nie podejmować takich decyzji. Brandenburgia nie wprowadza obostrzeń, a Meklemburgia mocno je śrubuje. Może się to wydawać niezrozumiałe i nielogiczne – dodaje Prezes Tarczyński.

   Punkty testowania będą ulokowane w Świnoujściu i Lubieszynie. Oba centra otwarte mają być od poniedziałku do piątku w godzinach od 7 do 10 i od 14:30 do 17:30 oraz w soboty od 9 do 12. Nie jest wykluczone, że punkty będą też czynne w niedzielę.